Zorganizowana Zola

Rozdział 1 | Rozmowa dorosłych

– Mamo, czy piętnaście minut to dużo czy mało? – spytała Zola z zaciekawieniem na twarzy. Jej zamyślona i skupiona mina świadczyła o tym, że sprawa jest poważna.
Było piątkowe, pochmurne popołudnie, gdy dwunastoletnia Zola ze swoją mamą Adą – jak to miały w zwyczaju właśnie w piątki – usiadły na kolorowych, wygodnych pufach z kubkami gorącej czekolady w dłoniach i rozpoczęły ich ulubione „rozmowy dorosłych”.

– Hmmm… – zamyśliła się mama. – Świetne pytanie, córeczko. Pozwól, że zanim ci na nie
odpowiem, chętnie poznam twoje zdanie.
Mama Zoli zawsze była bardzo ciekawa opinii swojej córki, zachęcała ją wręcz do tego, aby
wyrażała swoje myśli, wiedziała, że taka umiejętność będzie jej pomocna w budowaniu pewności siebie.

– A dla ciebie, Zolu, piętnaście minut to dużo czy mało? – powtórzyła pytanie mama.

– Mamuś, to bardzo sprytne, że unikasz odpowiedzi jako pierwsza, ale okej, zgadzam się na taki układ. Najpierw ja odpowiem na to pytanie. Według mnie – zaczęła swoją zwariowaną opowieść Zola – to bardzo mało. Wczoraj na przykład, gdy pakowałam do szkoły wszystkie zeszyty, książki, piórnik, farby i buty na wuef, miałam wrażenie, że trwało to wieczność – stwierdziła Zola z wielkim zdziwieniem. – Chciałam zrobić to szybko, wiesz, tak w pięć minut, i zająć się czymś przyjemniejszym, ale nie dałam rady – dopowiedziała szczerze. – Zastanawiasz się, dlaczego? To już ci mówię. Kilka razy przeglądałam wszystkie zeszyty, aby znaleźć ten, którego potrzebowałam, do polaka. Przekopałam całe biurko, ale tam
go nie było. Spojrzałam jeszcze raz do tornistra, ale tam też nic. Gdy w końcu, po dłuższej chwili, znalazłam go na półce z grami planszowymi, to schowałam go do plecaka… ale tego, który noszę na zajęcia z tańca. No i znowu to samo. Szukałam go i szukałam. Przy okazji trochę się zdenerwowałam i przestraszyłam, że teraz to już na pewno go zgubiłam – dodała lekko zawstydzona dziewczynka.