Rozdział 1 – Zagłada

Zniesmaczona przebiegiem spotkania osoba trzasnęła z impetem drzwiami i wypowiedziała kilka niewybrednych inwektyw pod adresem swojego rozmówcy. Ten postanowił nie pozostać obojętnym.
– O co ci w ogóle chodzi?
– Jak to o co?! Jak możesz tego nie rozumieć?! – Z każdym wypowiedzianym słowem głos zdawał się donioślejszy.
– Po prostu spokojnie mi wszystko wyjaśnij. – Padła propozycja.
– Teraz nie mogę. Mam spotkanie. A tak w ogóle to wolniej się nie da?
Nagle rozmowa przekształciła się w wymianę przerywanych sobie wzajemnie zdań.
– …jak to na kiedy? Na wczoraj!
– …pytasz dziesiąty raz o to samo. Nie mam czasu ci tego powtarzać!
– … a ty znowu swoje. Masz pretensje o wszystko.
– … wiesz co… mam cię serdecznie dosyć…
Rozmowa ta nie była niczym wyjątkowym. Była codziennością.
Obserwując ludzkie twarze, można było na nich zauważyć już tylko oburzenie i agresję. Nadąsanie, poirytowanie, wzburzenie dziwiły coraz mniej. Większość rozmów prowadzono z przymusu i z automatu. Pozbawiono je radości, o uprzejmości nie wspominając. Echem wciąż się odbijała ostatnia wymiana zdań między rozeźlonymi osobami. Można się było zastanawiać, czy rozmówcy to para znajomych, przyjaciół czy sąsiadów, ale przecież w rezultacie nie miało to żadnego znaczenia.
Życie na Planecie Ziemia zaczęło zanikać dziesiątki lat temu. Jej mieszkańcy unikali wzajemnych kontaktów, otwarcie i bez ogródek krytykowali odmienne zachowania i poglądy. Podświadomie czuli, że bardzo się różnią od siebie, a różnice te stały się powodem nieporozumień i nerwowej atmosfery. W natłoku codziennych zadań nie znajdowali chęci ani czasu na spokojną rozmowę, która mogłaby uzdrowić relacje. A gdy ostatkami sił decydowali się podjąć ten morderczy wysiłek, z reguły kończył się on tak, jak pierwotnie zakładali, awanturą. Kolejne próby były równie bezowocne.
W konsekwencji ciągłych zarzutów i konfliktów nastąpiła wszechogarniająca apatia. Z każdym dniem mieszkańcy Planety Ziemia tracili wiarę w to, że kontakty między nimi mają jeszcze jakiś głębszy sens. Nie rozumieli, dlaczego większość zachowuje się inaczej niż oni sami. Przestali zwracać na siebie uwagę, nie słuchali tego, co inni głośno, czasami za głośno, im komunikowali.
Z dnia na dzień coraz mniej się rozumieli. Spędzali ze sobą coraz mniej czasu, jednocześnie nieodwracalnie oddalając się od siebie.
W ciągu zaledwie jednego okrążenia wokół Słońca Planeta Ziemia opustoszała prawie kompletnie. Niegdyś wielomilionowa społeczność ludzi uśmiechniętych, pomysłowych i życzliwych skurczyła się do kilkuset najwierniejszych i najwytrwalszych mieszkańców rozumiejących dla większości niezrozumiałe
zachowania i doceniających, już tylko sporadycznie występującą wokół, różnorodność. Zdecydowana większość mieszkańców wyemigrowała w bezpieczne dla siebie obszary i rozpoczęła nowe życie w innym miejscu. Potrzeba bycia wysłuchanym i zrozumianym doprowadziła do tego, że ludność zaczęła szukać osób myślących podobnie i zachowujących się w przewidywalny sposób.
Skupiska pokrewnych dusz zaczęły się przeradzać w osady, wsie, miasta, aby ostatecznie utworzyć homogeniczne regiony. To zapoczątkowało powstanie czterech nowych Planet: Czerwonej, Niebieskiej, Żółtej i Zielonej. Mieszkańcy poszczególnych Planet uwierzyli w lepszą przyszłość. Uwierzyli w świat idealny. Sądzili, że otaczając się osobami podobnymi do siebie, dokonali wyboru najlepszego z możliwych. Z czasem jednak się okazało, że rzeczywistość była całkiem inna, a efekty opłakane.

Agnieszka Żarecka “Zrozumieć niezrozumiałe. Kolorowa mapa dialogu”, str. 15-16.